Jan Dąbrowski
![]() |
|
| Jan Dąbrowski |
O laserze w "Zawodówce", czyli jak chciałem zostać pisarzem

Paradoksalny tytuł - co może mieć wspólnego laser z literaturą? A jednak.
Aby to wyjaśnić, muszę cofnąć się do czasów szkolnych. Ostródzką jedenastolatkę ukończyłem w roku 1960. Podczas ostatnich czterech lat przerabialiśmy program Liceum Ogólnokształcącego. Interesowały mnie takie przedmioty jak matematyka, fizyka, astronomia i chemia, ale także język polski oraz języki obce - rosyjski, a w szczególności angielski. Bardzo lubiłem czytać; pochłaniałem kolejne książki z zawrotną szybkością, już wtedy z konieczności opanowałem technikę szybkiego czytania. Rodzice moi mieli niezbyt wielkie gospodarstwo rolne przy ulicy Jaracza.
Po zbiorach zbóż musiałem wypasać krowy na ścierniskach, gdyż łąk mieliśmy niewiele. Zawsze w trakcie takich zajęć czytałem jakąś książkę, lub rozwiązywałem w myślach zadania matematyczne. To myślenie na świeżym powietrzu w sposób widoczny wpłynęło na rozwój umiejętności koncentracji i zapamiętywania. Stale jednak byłem zamyślony. Denerwowało to mojego ojca, który zarzucał mi, że za mało się skupiałem na tym, co aktualnie robiłem w gospodarstwie.
Języka polskiego uczyła nas Maria Gilewska, wychowawczyni mojej klasy. Zachęcała nas do samodzielnego analizowania utworów literackich. Nie wszyscy sobie z tym radzili, a w stosunku do słabeuszy "Psorka" bywała uszczypliwa, niekiedy złośliwa, mimo że nie zawsze miewała rację. Nie wszyscy ją lubili, jednak większość uczniów wspomina Panią Profesor bardzo dobrze, ponieważ, ze względu na jej temperament, lekcje łączyły się z przeżywaniem miłych lub przykrych, ale zawsze wyrazistych doznań intelektualnych i emocjonalnych, tym bardziej, że nawet o pomnikowych wieszczach polskiej literatury Pani Maria wyrażała się dosadnie. Wyrobiło to we mnie krytycyzm, który na szczęście zachowałem do tej pory.
Przez pewien czas nie wiedziałem, czym mógłbym zajmować się w przyszłości, jednak wydarzyło się coś, co zadecydowało o moich dalszych losach. W kwietniu 1958 roku przystąpiłem do Wojewódzkich Zawodów Matematycznych uczniów klas IX (II klas liceum) i zająłem w nich pierwsze miejsce. Byłem bodajże pierwszym w historii szkoły laureatem tej "wojewódzkiej olimpiady" przedmiotowej. Sprawiłem ogromną radość nauczycielce matematyki, Zofii Jarząbkowskiej. Odbył się nawet uroczysty apel na szkolnym korytarzu.
Organizatorzy zawodów wręczyli mi jako nagrodę aparat fotograficzny "Smiena" i książkę "Nauka w dziejach" Johna Desmonda Bernala, znanego angielskiego fizyka i historyka nauki, przewodniczącego Prezydium Światowej Rady Pokoju. Jako maniak czytający wszystko, co mi w ręce wpadło, chodząc za krowami przejrzałem dokładnie także tę 900 stronicową księgę. I mimo, że nie wszystko z niej zrozumiałem, zacząłem śnić i marzyć o karierze naukowca...
więcej »
